barsawia okiem owcy
środa, 20 marca 2019

 

Postanowiliśmy pomóc Annie i jej sąsiadom. Od samej dziewczyny i Lazarusa dowiedzieliśmy się, że w pobliżu wioski był niegdyś zamek samozwańczego barona i należąca do niego kopalnia srebra. Około dwudziestu pięciu lat temu doszło do jakiegoś wypadku w kopalni, wystąpił zawał i zginęło wielu górników. Jednocześnie baron zniknął bez śladu, a wraz z nim opustoszał cały zamek. Od tego czasu były tam dwie lub trzy grupy Adeptów, ale nie udało im się wyjaśnić sprawy. Zarówno ruiny zamku, jak i kopalnię otacza sława przeklętego miejsca.

Spodziewaliśmy się, że Ksenomanta wróci podczas następnej pełni, zatem nie było czasu do stracenia. Ruchliwy trakt doprowadził nas po pięciu dniach do Słonecznego Kamieniołomu, dużej wioski z niewielkim portem w odnodze Byrozy. Po kolejnych dwóch dniach podróży pogórzem Gór Grzmotu, teraz już mało uczęszczaną i zaniedbaną drogą wiodącą przez kompletne odludzie, dojechaliśmy do otoczonej palisadą Morry. Mieszkańcy przywitali nas ciepło, zaskoczeni, że Anna tak szybko kogoś sprowadziła. Opowiedzieli nam bardziej szczegółową wersję wydarzeń.

Któregoś dnia przyszedł do nich obcy, zwyczajnie wyglądający człowiek w czarnych szatach z jakimiś symbolami. Obwieścił, że teraz należą do niego i zażądał dzieci. W razie sprzeciwu zagroził spaleniem wioski.

Wieśniacy przepędzili go i myśleli, że na tym koniec. Jednak gdy nadeszła pełnia, pojawiła się gęsta mgła, zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Mag wrócił. Tym razem nie podszedł tak blisko, w ogóle nie wynurzył się z oparu, ale poznali go po głosie. Towarzyszyła mu kolczasta bestia wielkości cielaka. Zażądał wydania dzieci, a gdy mu odmówiono, z mgły wyszły szkielety. Było ich dużo, a palisada nie była dla nich wyzwaniem. Poturbowały tych, którzy stanęli im na drodze, ale nikogo nie zabiły. Zabrały dzieci (chyba pierwsze z brzegu) i zniknęły we mgle. Ich ślady urywały się na granicy oparu. Ksenomanta zapowiedział, że wróci za miesiąc i żeby nie byli głupi i nie stawiali oporu.

Oprócz tego dowiedzieliśmy się, że w lesie znajduje się jakieś uroczysko, ale miejscowi unikają tej okolicy, więc niewiele na jego temat wiedzą. Podobno mieszka tam jakaś wiedźma czy znachorka. To ona pomogła wieśniakom poturbowanym przez szkielety. Jest dziwna, śpiewa osobliwe piosenki i recytuje wierszyki, nie da się z nią normalnie porozmawiać. Mieszkańcy wioski chodzą do niej po różne zioła, wiedźma zwykle wie, w jakim celu się przyszło. Nikt nigdy nie był w jej domu, jeśli w ogóle chce się z kimś spotkać, to zawsze ma to miejsce przed dotarciem do uroczyska.

Na temat wydarzeń sprzed ćwierćwiecza nie usłyszeliśmy wielu nowych faktów. Zamek opustoszał, a jego mieszkańcy po prostu zniknęli w trakcie codziennych czynności – na stołach zostało jedzenie itp.

Xyko pojechał do lasu szukać znachorki, ale po kilku godzinach doszedł do wniosku, że kręci się w kółko. Gdy spojrzał w przestrzeń astralną, coś wystrzeliło z ziemi i eksplodowało, oślepiając go. Przestał widzieć w astralu i nie czuł się najlepiej. Odzyskawszy wzrok spróbował ponownie i sytuacja się powtórzyła. W końcu porzucił próby patrzenia w przestrzeń astralną i skupił się na zanegowaniu iluzji. Przez mgnienie oka, zanim ponownie został oślepiony, widział, że cały las przed nim jest magiczny – potężne połączenie magii ksenomanckiej i iluzji.

Wietrzniak nawiązał kontakt z Arią i dowiedział się, że w lesie mieszka potężna Wiedźma, która zaszyła się tam, by mieć święty spokój. Oplotła kawał lasu zaklęciem i każdego, kto chce tam wejść, wyrzuca – chyba że ona sama chce go zobaczyć.

Wieczorem tego dnia zauważyliśmy dwa nietoperze o świecących czerwienią ślepiach, śledzące nas spod okapu pobliskiego domu. Gdy zorientowały się, że je zauważyliśmy, zerwały się do lotu i uciekły, ale Xyko dogonił je i unieszkodliwił. Vee powiedziała, że to było dość proste zaklęcie ksenomanckie – mag patrzący oczami nocnego zwierzęcia.

Następnego dnia wietrzniak jeszcze raz chciał spróbować dotrzeć do Wiedźmy. Tym razem poszliśmy wszyscy. Długo błądziliśmy po lesie, zaś Isabella w pewnym momencie po prostu zniknęła.

W końcu Wiedźma raczyła nam się pokazać, pojawiła się w towarzystwie Isabelli. Jednak trudno było wyłuskać z jej słów jakieś sensowne informacje. Bełkotała coś o jakimś kulcie, o północy, o tym, że kult upadł, ale się odrodzi.

Znajdź jeden palec...”; „Wielkie zło...”; „ to tylko najsłabsze ogniwo, po nim przyjdzie silniejszy...””Lalkarz...”

Chcieliśmy, żeby wypuściła Isabellę, ale nic z tego:

Dziewczę samo kluczem jest, by klątwę złamać… jeśli tego chce... tylko musi chcieć zmierzyć się sama ze sobą… Jeśli wygra, złamie klątwę, jeśli nie.. stanie się… stanie się… Ha ha ha!

Wiedźma pstryknęła palcami i znikła razem z Isabellą.

 

CDN

24 Doddul 1514 r. - 3 Strassa 1515 r. w świecie gry

(sesja 25-03-2017)

Owca

 

 

 

piątek, 08 marca 2019

Po powrocie do Travaru Xyko postanowił sprawdzić w ambasadzie Thery, jakie są szanse na legalne dotarcie do Dżungli Seraph. Teoretycznie jest to możliwe, ale ilość papierów, które trzeba w tym celu wypełnić oraz informacji, wyjaśnień i gwarancji, których trzeba udzielić, czyni sprawę kompletnie nierealną. Zwłaszcza, jeśli zamierzasz się wybrać na teren objęty badaniami rządowymi…

Zdecydowaliśmy zatem udać się do Lazarusa, w nadziei, że jego mocodawca zgodzi się nam pomóc i ominiemy therańskie procedury. Dzięki temu nieco dokładniej poznaliśmy sytuację w Alaozar. Według Górskiego Cienia z aktualną obsadą placówki nie mamy szans, siedzą tam najlepsi ludzie Calahana Camesti. Można spróbować wywabić najgroźniejszego przeciwnika, ale smok zaproponował, że najpierw mógłby się dowiedzieć, czy Cynthia i Katsumi w ogóle jeszcze żyją.

To jednak potrwa ze dwa – trzy tygodnie, a tymczasem on ma przeczucie, że wkrótce spotkamy kogoś, kto będzie potrzebował naszej pomocy. Może więc wykorzystamy ten czas, by zająć się pracą?

Kilka dni później w pobliżu naszej karczmy Xyko natknął się na Isabellę i Sahana, którzy stanęli w obronie nieznajomej napadniętej przez bandytów. Dziewczyna przedstawiła się jako Anna i była początkującym Zwiadowcą z wioski Morra, leżącej jakiś tydzień drogi od Travaru. Przybyła do miasta po pomoc, gdyż osadę nęka Ksenomanta.

Przyszedł do nich w towarzystwie szkieletów i kolczastej bestii i oznajmił, że podczas pełni mają mu oddać troje dzieci. Wieśniacy wyśmiali go i zapomnieli o sprawie, ale podczas pełni mag wrócił. Wszedł do wioski, zabrał dzieci, a ci, którzy stawiali mu opór, marnie skończyli. Ksenomanta zniknął we mgle wraz ze swoją obstawą i porwanymi dziećmi, nie zostawiając żadnych śladów. Nikt nie wie, kim jest, ani skąd przyszedł.

Anna narysowała jego portret: wyglądał zupełnie zwyczajnie, żadnych cech charakterystycznych, nie rzucał się w oczy. Natomiast towarzyszący mu kolczasty stwór mocno nas zaniepokoił - bardzo przypominał Bestię Entropii.

Poszliśmy z tym do Lazarusa, ale on również nie znał tego Ksenomanty. Uspokoił nas, że jest kilkanaście potworów wyglądających niemal identycznie, jak Bestia Entropii. Jego zdaniem to był słabszy stwór, a więc i mag, który go stworzył, nie mógł być zbyt silny.

 

 

CDN

14-23 Doddul 1514 r. w świecie gry

(sesja 18-03-2017)

Owca

 


 



wtorek, 05 marca 2019

Ostrożnie podeszliśmy do magicznych drzwi, ponownie zamkniętych na głucho. Na każdym skrzydle wyrzeźbiono kobietę w cierniowej koronie i stosy trupów pod jej stopami – zapewne porażonych jej mocą. Posągi w niszach przed drzwiami przedstawiały niewiasty w długich szatach, dzierżące laski spowite roślinnością.

Orian zaczął przeszukiwać zwłoki leżącego pod progiem kultysty i wtedy figury poruszyły się. Nie byliśmy tym zaskoczeni, zdziwiła nas raczej gwałtowność starcia. Golemy były bardzo zwinne, uderzały i parowały ataki laskami, a do tego używały magii, miotając kule ognia i wiatru oraz zionąc jadem.

Po chwili stało się jasne, że mają nad nami miażdżącą przewagę. Z trudem udało nam się uszkodzić dwa z nich na tyle, że opuściły pole walki, wtapiając się w drzwi. Zaczęliśmy się wycofywać, ale przeciwnicy nie odpuszczali. Shana padła nieprzytomna, pozostali ledwie trzymali się na nogach, ale kontynuowali odwrót, jednocześnie odpierając ataki i próbując unieszkodliwić golemy.

Po kolejnych uderzeniach magii u Wojowniczki aktywował się amulet Oszukania Śmierci, a Orian stracił przytomność. Na placu boju zostali tylko Xyko i Ive, którzy zdołali roztrzaskać trzeci posąg. Jednak chwilę później wietrzniak oberwał i upadł nieprzytomny. Na szczęście ostatni golem, praktycznie nietknięty, stracił wtedy motywację do walki i wycofał się.

Pozbieraliśmy się z trudem i postanowiliśmy wykorzystać porzuconego pod drzwiami martwego kultystę. Podaliśmy mu eliksir Ostatniej Szansy, następnie eliksir zdrowienia, a gdy odzyskał przytomność, Xyko przekonał go, by otworzył nam drzwi.

Jegomość dotknął ich i powiedział kilka słów. Po rzeźbionej powierzchni wrót i jego rękach rozbiegły się świetliste linie… I nic się nie stało. Kultysta ponowił próbę, a wtedy z drzwi wystrzelił kolec, który przebił go na wylot.

Wrota wybrzuszyły się i wyłonił się z nich potężny wojownik w płytowej zbroi, spowity aurą płomieni. Zarzucił kultyście zdradę i oświadczył, że wykończy i jego i nas (zasadniczo kultysta był już ponownie martwy, więc nie musiał nim sobie zawracać głowy). Czmychnęliśmy, a wojownik ruszył za nami. Zatrzymał się na skrzyżowaniu korytarzy, przyklęknął i przyłożył dłoń do podłogi, mamrocząc coś pod nosem. W miejscu, w którym byliśmy jeszcze mgnienie oka wcześniej, z posadzki wystrzeliły kolce.

Strażnik odgrażał się jeszcze przez chwilę i nagle zapadła cisza. Xyko cofnął się kawałek i ostrożnie wyjrzał zza rogu. Zobaczył tylko znikające w szczelinach podłogi resztki świetlistego pyłu.

Przez dłuższą chwilę nasłuchiwaliśmy i rozglądaliśmy się niespokojnie. Nagle usłyszeliśmy narastający szum. Ze szczelin w posadzce zaczęło wypływać coś wyglądającego jak płynny metal i ruszyło w naszą stronę. Uciekliśmy tajnym przejściem, którym wcześniej dostaliśmy się do kompleksu i po chwili pościg chyba ustał.

Na miejscu został tylko wietrzniak, który nie przejmował się czymś, co działo się na podłodze. Po chwili znowu zobaczył płomiennego strażnika, który tym razem zaproponował mu układ. Powiedział, że ta druga grupa skradła kryształ zawierający wyniki wieloletnich badań nad magicznym „ulepszaniem” Dawców Imion. Do tej pory kultyści jeszcze go nie użyli, gdyż wciąż uważali, że jest zbyt niestabilny.

Strażnik pozwolił nam zabrać pierścień w zamian za obietnicę odzyskania kryształu. Jednak problemem pozostała Liria, główna strażniczka za drzwiami. Jest wściekła, gdyż czarnoksiężnik zabił jej dzieci. Może jeśli zdołamy przywrócić je do życia, przepuści nas...

Po otwarciu magicznych drzwi przywitał nas majaczący w półmroku wężowy kształt i płonące czerwienią oczy. Usłyszeliśmy paskudny odgłos łamanych kości i po chwili stanęła przed nami wysoka kobieta. Wokół jej głowy, zamiast włosów, wiło się mnóstwo niewielkich węży.

Liria okazała się być gorgoną, potężnym konstruktem stworzonym podczas Pogromu przez horrory. Potrafiła zamieniać przeciwników w kamień – stojące w korytarzu skamieniałe wilkołaki były na to najlepszym dowodem. Zabójcy Horrorów nie uważają jednak tych istot za pomiot horrora. Krążą teorie, że są Dawcami Imion, a nawet sługami Pasji stworzonymi przez potężnych Głosicieli.

Gorgona pokazała nam ciała swoich dzieci, po czym zaprowadziła nas do laboratoriów. Na szczęście z pomocą pracujących tam półprzejrzystych istot znaleźliśmy kilka eliksirów - baliśmy się, że nasze własne zasoby mogą nie wystarczyć. Zaaplikowaliśmy eliksiry zabitym dzieciom i czekaliśmy na efekt, rozmawiając z ich matką. Najbardziej zmasakrowane młode potrzebowało kilku specyfików, ale na szczęście wszystkie udało się przywrócić do życia.

Nastrój strażniczki diametralnie się zmienił. Podziękowała nam za pomoc, zaprowadziła do skarbca i wręczyła nam pierścień, który mieliśmy zdobyć dla Arii. Powiedziała, że to specyficzna rzecz, ważna dla pewnej rodziny demonów.

Pożegnaliśmy się i Liria odprowadziła nas do wyjścia, powstrzymując innych, podległych jej strażników przed atakiem. Ostrzegła, żebyśmy tu nie wracali. Następnym razem i ona i płomienny strażnik z drzwi będą musieli działać zgodnie ze swoimi rozkazami, więzy nałożone przez Pasję są bardzo silne.

Przed opuszczeniem kompleksu zajrzeliśmy jeszcze do więzienia i uwolniliśmy przetrzymywanych tam nieszczęśników. Opowiedzieli nam, że kultyści kupili ich jako niewolników, a do niewoli trafili w różny sposób – niektórych schwytali łowcy niewolników, innych wrobiono w kradzież. Kultyści torturowali ich i chyba poddawali eksperymentom, część osób tego nie przeżyła.

Wieczorem demony przeniosły nas wszystkich w pobliże Travaru. Ocaleni znaleźli tymczasowe schronienie w jednej z okolicznych wiosek, a my wróciliśmy do miasta.

 

 

CDN

13 Doddul 1514 r. w świecie gry

(sesja 25-02-2017)

Owca

 

 

 



piątek, 01 marca 2019

Po nocy spędzonej u wylotu tajnego przejścia do placówki Cierni Prawości, ruszyliśmy w głąb długiego korytarza. Wyglądał na dawno nie używany, ściany były popękane. Po jakimś czasie dotarliśmy do zardzewiałej kraty, za którą w półmroku majaczyły metalowe drzwi. Ive zniszczyła jedno i drugie przy pomocy Rdzy.

Za nimi ujrzeliśmy skalną ścianę i wykryliśmy jakąś magię. Xyko stwierdził, że zaklęcie miało raczej ukryć drzwi od drugiej strony. Długo męczyliśmy się z otwarciem przejścia, ale w końcu weszliśmy do ciemnej piwnicy zawalonej różnymi gratami.

Po cichu wyszliśmy na oświetlony magicznymi kagankami korytarz, sprawdziliśmy sąsiednie pomieszczenia i ruszyliśmy dalej. Szybko dotarliśmy do holu, do którego zbiegały podwójne schody z wyższej kondygnacji. Z góry dobiegał poblask światła i ciche chrapanie.

Korytarz z jednej strony kończył się solidnymi drzwiami z płaskorzeźbami. Przed nimi w ścianach po każdej stronie znajdowały się po dwie wnęki z jakimiś posągami. Zarówno drzwi, jak i posągi, były magiczne. Na drzwiach prawdopodobnie umieszczono nieograniczoną ilość zaklęć przywołujących elementy Ognia.

Na razie zostawiliśmy to w spokoju i zajęliśmy się badaniem kraty, która zamykała drugi koniec holu i za którą widzieliśmy tylko ciemność.

Nagle na górze wybuchło jakieś zamieszanie – coś upadło, rozległ się dźwięk dzwonka i posypały przekleństwa. Xyko poleciał to sprawdzić, a pozostali włamali się do korytarza za kratą. Znajdował się tam kompleks więzienny, w kilku celach zamknięci byli wynędzniali więźniowie. Wyglądali na zwykłych Dawców Imion.

Tymczasem wietrzniak dotarł na górę i uderzyło go splugawienie przestrzeni astralnej. Na środku dużej sali leżał rozerwany na pół człowiek w zbroi i szatach z symbolem Cierni Prawości. Wszystko wokół było zbryzgane krwią. Obok ciała stała postać w czarnych szatach, która odwróciła się gwałtownie, jakby usłyszała lub wyczuła obecność Xyko.

Wietrzniak zdążył ukryć się wysoko w cieniach pod sufitem. Poczuł zbliżającą się nieprzyjemną aurę, ale na szczęście w tej samej chwili na galeryjce nad salą rozległy się ciężkie kroki, a potem coś ciężkiego zeskoczyło na podłogę.

- Zamknął się w gabinecie – głos w trudem wydobywał się z gardła, jakby nie było przystosowane do ludzkiej mowy.

- To rozwal drzwi, kretynie. Potrzebujemy go na dole razem z kluczem.

Aura oddaliła się, ale po chwili do sali zaczęli schodzić się inni. Wojowniczka Opiekunka z wilkołakiem u boku, piątokręgowy Wojownik, jakiś osobnik niosący pęk obciętych uszu. Z galeryjki prowadzącej na wyższe piętro wylała się mgła. Czekająca w sali grupka wyraźnie się nudziła. Wojowniczka podeszła do schodów i spojrzała w dół. Po chwili zawołała jednego z mężczyzn i razem zeszli do piwnic.

Reszta naszej drużyny czekała na wietrzniaka przy kracie zamykającej więzienie. Na szczęście Orian usłyszał nadchodzących i pospiesznie wycofaliśmy się do lochów, gasząc światło. Przyczailiśmy się za jednym z zakrętów korytarza, ale po chwili włosy zjeżyły nam się na karkach, gdy odkryliśmy, że tamtym ciemność w niczym nie przeszkadza.

Tymczasem do sali na górze wrócił tajemniczy osobnik w czarnej szacie. Teraz Xyko mógł mu się lepiej przyjrzeć. Za pasem miał zatkniętą białą różdżkę i zwykły sztylet, nic więcej – żadnej broni czy biżuterii. Towarzyszył mu szóstokręgowy Wojownik dźwigający kultystę. Ten w szacie rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu. Prawie dostrzegł wietrzniaka, ale zamiast niego wykrył kogoś innego.

- Nie posprzątaliście do końca.

Zielony promień pomknął w jeden z korytarzy wychodzących z sali. Rozległo się plaśnięcie i nikt nie poświęcił temu więcej uwagi. Mag zapytał o nieobecną Wojowniczkę i kazał ją przywołać - jeden z wilkołaków zawył.

Xyko zauważył na sierści stworów takie same symbole, jakie miały wilkołaki, z którymi kilka lat temu zetknęliśmy się w Urupie. Efekty throalskich eksperymentów.

Grupa przyczajona w lochach usłyszała dobiegające z góry wycie i niemal natychmiast, zaledwie o kilka kroków od siebie, przekleństwo ciśnięte przez obcą Wojowniczkę. Wcześniej w ogóle jej nie słyszeliśmy, mimo całkowitych ciemności poruszała się bezszelestnie. Teraz zawróciła i wraz z drugim typem opuściła lochy.

Odczekaliśmy chwilę i ostrożnie, nie zapalając światła, ruszyliśmy z powrotem w stronę kraty. Stamtąd zobaczyliśmy całe towarzystwo schodzące do piwnic. Ciągnęli ze sobą kultystę, który przyłożył dłoń do magicznych drzwi i otworzył je. Mgnienie oka później osunął się ze złamanym karkiem na podłogę, a pozostali weszli do oświetlonego korytarza i rzeźbione drzwi zatrzasnęły się za nimi.

Xyko próbował skontaktować się z Arią, ale nie odpowiadała. Postanowiliśmy na razie przyczaić się i zaczekać, aż tamta podejrzana grupa wyniesie się stąd.

W pewnym momencie Vee wydało się, że poczuła tchnienie magii Północy. Magii Wieży Lodu, której użyto gdzieś w pobliżu…

I nagle korytarz prowadzący do zdobionych płaskorzeźbami drzwi pokrył się lodem. Po chwili usłyszeliśmy kroki i brzęk zbroi. Xyko wyjrzał ostrożnie i zobaczył kogoś wyglądającego jak pan Svergsson. Wydawał się rozmawiać z kimś na odległość:

- Nie ma jej tu, czuję tylko smród horrora. Twoja przepowiednia się nie sprawdziła.

Później mówił coś o tym, że zniknęliśmy im w Travarze i teraz znowu nas nie dopadli, a trzeba nas jak najszybciej wyeliminować…

Dotarł w pobliże drzwi i zaczął im się przyglądać. Niespodziewanie temat rozmowy uległ zmianie:

- Jak mogliście dopuścić do tego, że smok przejął transport?! Czy ja muszę wszystko osobiście załatwiać?! Już wracam.

Lód zniknął w ślad za przybyszem, a my odetchnęliśmy z ulgą.

Czekaliśmy dalej. W pewnym momencie z głębi kompleksu dobiegł potworny krzyk, pełen wściekłości i straty.

Niecierpliwiliśmy się coraz bardziej, aż w końcu rzeźbione drzwi się otworzyły i zobaczyliśmy jegomościa w czarnych szatach. Otaczało go kilka duszków, a choć wyraźnie zmęczony, nie był ciężko ranny i bez trudu niósł pod pachą Wojowniczkę. Nikogo więcej z nimi nie było.

- Kto by pomyślał, że coś takiego tam trzymają, moja droga!

Kobieta tylko coś mruknęła w odpowiedzi.

Nareszcie zostaliśmy jedynymi intruzami w obiekcie.

 

 

 

CDN

13 Doddul 1514 r. w świecie gry

(sesja 21-01-2017)

 

P.S. Myślę, że do tego wpisu przydałaby się mapka podziemi. Wrzucę ją, jak tylko Javick ją odnajdzie i udostępni ;)

 

Owca

 


 




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69