barsawia okiem owcy
sobota, 06 sierpnia 2016

Pożegnawszy się z Geraldem Vordosti, wsiedliśmy do wynajętego powozu i ruszyliśmy w stronę naszej karczmy. Nagle świat zrobił się czarno-biały i Xyko zniknął. Jego towarzysze natychmiast spojrzeli w astral i Orian stwierdził, że prawdopodobnie użyto zmodyfikowanej wersji ksenomanckiej Bramy, zaprzęgając do tego nadnaturalną moc klasy boskiej. Poczuł przy tym, że jego moneta Nivette wibruje.

Tymczasem wietrzniak znalazł się w jakimś pokoju w towarzystwie nieznajomego elfa o spojrzeniu węża. Wokół krzesła, na którym siedział Xyko, wciąż widoczna była figura magiczna, a obok stała uzbrojona kobieta o kamiennej twarzy.

Gospodarz przywitał się uprzejmie i przedstawił jako Hauser. Wyjaśnił, że chciałby ubić z nami interes – przy pierwszym spotkaniu zawsze rozmawia i unika rozlewu krwi. Pragnie odzyskać monety Nivette i jest skłonny zaoferować 5 tys. sztuk złota za każdą.

Xyko odmówił. Elf, wciąż nienagannie uprzejmy, pożegnał się i odesłał go z powrotem do powozu.

Po powrocie do karczmy Shana zaproponowała omówienie ignorowanej dotychczas przez wszystkich propozycji Pożogi i powrotu do naszego świata. Dyskusja trwała dość długo.

Mówiąc w skrócie, Orian nie zamierzał zmieniać planów. Chciał odszukać Virgo, następnie Nivette (i zwrócić jej monety, bez względu na to, czy ex bogini by tego chciała), a nawet zaginione Gwiazdy, zgodnie z tym, co sugerowały mu obrazy Karelli Tavale i wizja z wiszących ogrodów Vivane.

Shana, chociaż bardzo chciałaby pomóc Virgo, uznała, że zajmie to zbyt wiele czasu, gdy tymczasem w naszym świecie na pomoc czekają jej siostra Ilys (wszyscy obiecaliśmy Fenri, że spróbujemy ją uratować!) oraz ukochany pan Svergsson. Do tego Delli już od ponad roku nie widziała matki, a to tylko najpilniejsze ze spraw. I przecież zignorowanie Pożogi to jednocześnie zignorowanie naszej towarzyszki Ive. Tak więc Shana mogła porzucić albo Virgo, albo pozostałe bliskie jej osoby...

Wojowniczka przypomniała również, że w tej rzeczywistości jesteśmy obcy i nie powinniśmy się mieszać w tutejsze sprawy, zaś sama nasza obecność może wiele zmienić. No i zgodnie ze słowami Pożogi większość bram już została zamknięta, a wkrótce to samo stanie się z pozostałymi i w ogóle nie będziemy mogli wrócić.

Wietrzniakowi było w zasadzie wszystko jedno, czy wrócimy, czy zostaniemy.

Poszliśmy spać, dając sobie czas do rana na podjęcie ostatecznej decyzji - jeżeli chcieliśmy skorzystać z propozycji Pożogi, musieliśmy działać szybko. Obliczyliśmy, że przy odrobinie szczęścia powinniśmy zdążyć na Wyspy Popiołu w wyznaczonym terminie, ale każdy dzień zwłoki zmniejszał nasze szanse.

Decyzja brzmiała: wracamy. Oczywiście nikt z nas ani trochę nie ufał Pożodze, lecz postanowiliśmy zaryzykować.

Poinformowaliśmy pana Vordosti o zmianie planów i jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Vrontok, gdzie dowiedzieliśmy się, że najbliższy statek do Travaru odlatuje pojutrze. Tam okazało się, że na transport do Urupy również będziemy czekać tylko jeden dzień. Póki co szczęście nam sprzyjało.

Musieliśmy jeszcze postanowić, co zrobimy z Leo, Isabellą i Sahanem. Demonka odesłaliśmy do Szkarłatnej Wiedźmy. Pozostałej dwójce Xyko pozwolił zdecydować i obydwoje uparli się, by pójść z nim, nawet jeśli w obcym wymiarze ich Wzorce rozpadną się i czeka ich śmierć.

To kwestia przeznaczenia – skwitowała Isabella.

Nie mogliśmy zagwarantować, że zdołamy ich ochronić, ale dziewczyna powiedziała, że wolą pójść z Xyko, niż zostać tutaj.

To rozpętało nową dyskusję, gdyż Shana nie chciała się zgodzić na zabranie obcych do naszego świata. Tak samo jak my stanowimy zagrożenie dla tej rzeczywistości, tak oni mogli zaburzyć naszą. Ostatecznie stanęło jednak na tym, że pójdą, o ile Pożoga zechce ich zabrać.

Krótki pobyt w Travarze oraz lot do Urupy upłynęły bez problemów. Wiedzieliśmy, że zawdzięczamy to Navi, córce Gubernator, która zadbała o unieszkodliwienie czyhających na nas wysłanników Nivette.

Samej bogini nie było w Urupie, mimo wszystko w mieście znajdującym się pod jej kontrolą nie czuliśmy się zbyt pewnie. Prosto ze statku powietrznego poszliśmy do portu morskiego, by znaleźć transport na Wyspy Popiołu. Po drodze mieliśmy wrażenie, że każdy nam się przygląda, tym bardziej, że wiele osób nosiło symbole Nivette.

Szczęście nas jednak nie opuszczało. W porcie szybko dostrzegliśmy Białą Mewę, którą poprzednio dotarliśmy na Wyspy Popiołu i którą niedawno popłynęła Ive. Statek dopiero tego dnia przybił do portu i załoga miała przed sobą wizję dłuższego odpoczynku, ale za cenę o 25% wyższą od standardowej kapitan zgodził się wypłynąć nazajutrz rano.

W nocy kiepsko spaliśmy, bojąc się, że stronnicy Nivette wpadli na nasz trop. Jeszcze gorzej miała się Isabella. Xyko zauważył, że już od dnia jego spotkania z Hauserem dziewczyna spała bardzo niespokojnie, tym gorzej, im bliżej Urupy się znajdowaliśmy. A dzisiejszej nocy na jej ciele wykwitły magiczne symbole jarzące się czerwienią, blokowane przez znajdujące się na wierzchu czarne znaki (zapewne klątwę, do której Isabella niedawno się przyznała, aczkolwiek nie zdradziła niczego na jej temat). Czerwona magia próbowała się wyrwać, a widoczne w astralu czerwone linie mocy rozchodziły się po całym pomieszczeniu, sięgając do pokojów Shany i Oriana. Wietrzniakowi wydawało się, że to jakiegoś rodzaju magia ochronna będąca naturalną, wrodzoną mocą Isabelli. Że tworzy wokół nas sferę zakłócającą odbiór i nie pozwalającą nas odnaleźć.

Xyko skorzystał z łączącej go z dziewczyną Empatii i wyczuł jej niepokój, obawę, ale i zdecydowanie. Poczuł też, że jest z nim w jakiś sposób związana.

Następnego dnia, gdy tylko załoga przygotowała statek do rejsu, wypłynęliśmy z portu, przez nikogo nie zatrzymywani i nie ścigani. Wiatry niezbyt nam sprzyjały i podróż zajęła więcej czasu niż ostatnio, ale i tak dotarliśmy na Wyspy Popiołu z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Główna wyspa wyglądała inaczej niż poprzednio, dolina stanowiąca większość wyspy została zalana lawą, a duża część elfiej fortecy uległa zniszczeniu. Było bardzo gorąco, czuliśmy też dziwne miarowe wibrowanie.

Gdy ruszyliśmy w kierunku wulkanu, pojawiła się przed nami Pożoga. Spod pokrywającej ją ciemnej skorupy przebijał ogień, a ciągnące się od niej łańcuchy wnikały w ziemię. Potrzebowała jeszcze pięciu dni na dokończenie bramy i poleciła nam zaczekać tutaj lub w ruinach fortecy - bliżej wulkanu moc by nas zniszczyła.

Zamierzała przenieść nas na Wyspy Popiołu w naszym świecie. Jest to miejsce, które zna i jest tam wulkan, zatem będzie miała dostęp do mocy. Wydostanie się z wyspy to według niej nie problem.

Ostrzegła, że Nivette nas szuka i chce nas zmiażdżyć. Będzie ciężko. Ale ona, Pożoga, jest silna, a Isabella również pomoże.

Dziewczyna jednak słabła z każdym dniem. Podczas rejsu eliksiry trochę jej pomagały, ale gdy znaleźliśmy się na wyspie, nic już nie działało. Teraz gołym okiem, bez patrzenia w astral, widać było czarną sieć przykrywającą czerwone symbole, których magia mimo to wypływała z Isabelli i wnikała w ziemię.

Piątego dnia po południu Isabella zemdlała, zaś koło nas ponownie pojawiła się Pożoga. Powiedziała, że musimy się spieszyć – Nivette jest wprost nad nami i to nie sama. Czekają jeszcze tylko na Ashigarę, która rozbije ochronną kopułę, którą Pożoga otoczyła wyspę.

Shana, Orian, Isabella i Sahan zostali owinięci łańcuchami, ciepłymi i wibrującymi mocą. Xyko leciał o własnych siłach. Szkliwo pozostałe po wybuchu wulkanu rozstąpiło się przed nami i zaczęliśmy schodzić w głąb ziemi.

W pewnym momencie poczuliśmy ogłuszające uderzenie fali mocy, niektórzy potracili przytomność. Pożoga jakby ugięła się pod ciężarem, ale tylko przyspieszyła.

W końcu dotarliśmy do centrum wulkanu. Było gorąco, ale mogliśmy normalnie oddychać. Moc skupiała się w figurze magicznej, zaś daleko w górze widzieliśmy szykującą się do ataku Ashigarę. Pożoga tupnęła, wokół nas podniosły się ściany płomieni, a z góry dobiegł jakiś trzask. Zapadliśmy się w morze ognia, które choć gorące, nie parzyło nas.

Spadaliśmy z ogromną prędkością, trudno powiedzieć, jak długo to trwało, ale nagle wylądowaliśmy.

Było zimno, a z szarego burzowego nieba sypał śnieg. Przez dłuższą chwilę dochodziliśmy do siebie, jednocześnie próbując rozeznać się w sytuacji. Znajdowaliśmy się we wnętrzu ogromnego krateru, wokół nas rozciągał się wytopiony w śniegu okrąg, pod sobą mieliśmy twardy bazalt.

Młodzi byli nieprzytomni, Kulka radośnie biegała po śniegu, zaś Ive – na pierwszy rzut oka zwykły pluszak – leżała nieruchomo z wyciągniętymi w górę kopytkami.

Ale na szczęście byliśmy w komplecie...

CDN

27 Gahmila - 1564 r. w świecie gry

(sesja 16-07-2016)

Pozdrawiam, Owca






środa, 20 lipca 2016

Nie da się ukryć, iż wiele wody upłynęło już w Wężowej Rzece, odkąd po raz ostatni zdarzyło nam się gościć na jakimkolwiek konwencie.

Poproszono mnie jednak, bym pomogła szerzyć się legendzie Twierdzy... Co też czynię z niekłamaną przyjemnością. Na podstawie wieści, które docierały do mnie w ubiegłym roku, wyrobiłam sobie na jej temat pozytywne zdanie, a że samo miejsce jest niezwykle klimatyczne i tchnie historią, wiem z własnego doświadczenia, bom owe tereny giżyckich umocnień nie raz już odwiedzała przy różnych okazjach.

Spójrzmy zatem, co mają do powiedzenia sami gospodarze:

 

Twierdza 9-11 września 2016

Twierdza jest interdyscyplinarnym festiwalem poświęconym kulturze inspirowanej fantastyką w szerokim rozumieniu tego słowa. Jego druga edycja odbędzie się ponownie na terenie zabytkowej Twierdzy Boyen w Giżycku w terminie 9-11 września 2016 roku.

Jest to impreza, w trakcie której odbędzie się wiele wydarzeń związanych z szeroko pojętą fantastyką i kulturą alternatywną, a wśród nich:


·        RPG, LARP i gry terenowe;

·        prelekcje, wykłady i panele dyskusyjne podzielone na powiązane z fantastyką bloki tematyczne;

·        warsztaty, pokazy;

·        projekcje filmów, wystawy fotografii;

·        różnego rodzaju gry: planszowe, karciane, bitewne,

·        stoiska handlowe, wioski fanowskie

·        turnieje gier planszowych, konkursy dla graczy,

·        konkurs na najlepszy strój wykonany własnoręcznie

·        konkurs cosplay

·        koncert zespołów „Łysa Góra” i „Percival”

 

Twierdza

 

Celem TWIERDZY jest tworzenie nowoczesnej imprezy, stojącej na wysokim poziomie, poświęconej szeroko pojętej fantastyce.


Linki do naszych stron:

facebook

www

youtube

 

Zapraszamy!

 

 


piątek, 15 lipca 2016

Dwa dni po tym, jak Taslan pokazał mu obrazy, Xyko ponownie pojawił się w prowadzonym przez niego lokalu Perła Południa, tym razem w towarzystwie Shany, która chciała je zobaczyć na własne oczy. Elf uprzedził, że malowidło przedstawiające Pożogę wygląda obecnie inaczej - ponieważ obrazy przedstawiają tylko jedną, najbardziej prawdopodobną w danym momencie wersję przyszłości, potrafią się zmieniać nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. Jednak ten do tej pory nigdy nie ulegał zmianom.

W pokoju było ciepło, znacznie cieplej, niż poprzednio, było to jednak wrażenie odczuwalne tylko przez nas. Gdy Taslan odsłonił obraz, Shana i Xyko poczuli, jak gorąco wysusza im skórę. Pożoga emanowała potworną mocą, jednak teraz nie trzymała Wojowników na łańcuchach niczym niewolników, a jedynie podtrzymywała ich nieprzytomnych nad ziemią, zaś łańcuchy owijały się wokół nich, zamiast wnikać w ich ciała. Wietrzniak unosił się obok, ale nie otaczała go mroczna aura, a jego miecz nie był odnowiony.

Obraz wydawał się bardziej rzeczywisty, niż poprzednio, a sądząc po widocznym na nim naszym ekwipunku (identycznym, jak obecnie), przedstawiona na płótnie sytuacja miała się wydarzyć w niedalekiej przyszłości. W dodatku Shana i Xyko mieli wrażenie, że Pożoga wyciąga do nich dłoń i jeśli tylko zechcą, mogą ją chwycić.

Taslan był zachwycony emocjami bijącymi z obrazu. Twierdził, że wyczuwa czystość, chęć poznania, moc. Ale i smutek, jakby Pożoga była na swój sposób nieszczęśliwa.

Pozostałe dzieła nie uległy żadnym zmianom, natomiast w korytarzu Xyko zauważył świetlistą, jakby stworzoną ze słonecznego blasku, skrzydlatą kobietę wielkości wietrzniaka. Jej śliczną twarzyczkę wykrzywiał nieprzyjemny wyraz. Przywołała Xyko skinieniem dłoni i zaprowadziła nas do kolejnego obrazu.

Z płótna wylewała się ciemność podziemi. Zobaczyliśmy pieczarę, stopniowo rozświetlaną zapalającymi się kryształami, w miarę jak ktoś – być może my sami – wchodził do środka. W kamiennej ścianie jaskini znajdowały się niewidoczne drzwi, ozdobione siedmioma imionami Gwiazd otaczającymi symbol Pani Słońca. Po chwili z cienia wyszła Nagato, która jako jedyna zauważyła nas, gdy przy pomocy Studni Mrocznych Dróg i odłamka Ashigary, próbowaliśmy zlokalizować wszystkie Gwiazdy.

Muszą być cztery, by otworzyć drzwi. Co najmniej cztery.

Obraz znieruchomiał. Istota, która nas tam przyprowadziła, widoczna tylko dla Xyko, siedziała teraz na ramie i przyglądała nam się, machając nóżkami. Wietrzniak pokazał jej język i zniknęła rozdrażniona, jednak wciąż miał wrażenie jakiejś ulotnej obecności.

Taslan wyjaśnił, że to płótno również wyszło spod pędzla jego mistrzyni, a widząc nasze zainteresowanie, pokazał nam jeszcze kilka obrazów. Nie miały z nami nic wspólnego, nie rozpoznaliśmy również miejsc i osób na nich przedstawionych, ale rzadko ukazywały jakąś miłą wersję przyszłości.

Korzystając z nadmiaru wolnego czasu, który dzielił nas jeszcze od balu u Geralda Vordosti, Xyko szukał informacji o taleańskich Wiedźmach - podejrzewał, że Isabella jest jedną z nich. Nie było to łatwe, ale dowiedział się, że to tajna organizacja wyszkolonych w różnorodnych sztukach skrytobójczyń, a temat jest niebezpieczny.

Oprócz tego Orian musiał przepisać niewolników na wietrzniaka, ponieważ nie będąc obywatelem Imperium, nie miał prawa ich kupić.

Minęły dwa dni od naszej wizyty u Taslana, nazajutrz mieliśmy wyruszyć do Vivane na bal u Geralda Vordosti. Spożywaliśmy właśnie kolację w głównej sali gospody, gdy nagle poczuliśmy się bardzo dziwnie. Zrobiło się zimno, potem gorąco i świat stał się czarno-biały. Wszyscy wokół zamarli, a z kominka wysunął się jęzor płomieni, który popłynął w naszą stronę i przybrał kształt Pożogi. Jej ciało wydawało się materialne, lecz zdawało się płonąć, a za nią ciągnęły się łańcuchy.

Powiedziała, że jeśli chcemy, możemy wrócić z nią do domu - robi to, gdyż Ive ją o to prosiła. Za czterdzieści dni portal będzie gotowy, jednak może go otworzyć tylko na chwilę i nie będzie na nas czekać. Ten świat staje się coraz bardziej niebezpieczny. Większość przejść została już zamknięta, a wkrótce to samo spotka pozostałe.

Ogień wycofał się do kominka i wszystko wróciło do normy. Pozostali goście gospody otrząsali się, jakby przeszedł ich dreszcz.

Rzadko się to zdarza, ale zbyliśmy całkowitym milczeniem propozycję Pożogi. Następnego dnia wynajęliśmy konie i pojechaliśmy do Vivane, gdzie zatrzymaliśmy się w poleconej przez Taslana gospodzie prowadzonej przez elfich artystów.

Resztę dnia spędziliśmy na zakupach i zwiedzaniu miasta. Wojowniczka zapaliła się do wizyty w jednym z najbardziej znanych cudów Vivane - wiszących ogrodach, w których ponoć nie tylko można się wyjątkowo zrelaksować, ale i dostąpić wizji przyszłości. Niestety wpuszczani są tam wyłącznie obywatele, zaś zgodnie z naszymi dokumentami Shana i Orian mają w Imperium status barbarzyńców towarzyszących Xyko.

Nazajutrz, po stosownych przygotowaniach, zajechaliśmy wynajętym powozem pod rezydencję Geralda Vordosti. Brama była szeroko otwarta, ale należało wysiąść tuż przy niej i dalej udać się na piechotę. Ruszyliśmy żwirową drogą przez pusty park i po kilkunastu krokach odczuliśmy przejście. Nagle znaleźliśmy się w bajkowej dżungli, w której między rzadko rosnącymi drzewami przemykały driady i duszki. Dźwięki muzyki powiodły nas do rozległej polany. Rosło na niej gigantyczne ukwiecone drzewo, zaopatrzone w platformy i otwór wejściowy prowadzący do różnych pomieszczeń przeznaczonych dla gości, w tym zastawionych stołami pełnymi przekąsek.

Polana powoli zapełniała się uczestnikami balu, którzy w większości wyglądali kolorowo, egzotycznie i krzykliwie, rywalizując dziwacznością i kosztownością swych kreacji. Między nimi uwijali się rogaci służący o elfich rysach twarzy i chwościastych ogonach.

Xyko sądził, że znaleźliśmy się w jakiejś krainie astralnej, silnie związanej z żywiołem Drewna.

W pewnym momencie wśród gości rozległ się szmer obwieszczający przybycie Taslana, który wraz z Roxy podszedł do nas, ściągając na nas uwagę tłumu. Towarzyszyli nam aż do pojawienia się gospodarza, który oficjalnie rozpoczął bal i powitał przybyłych, wyróżniając tych zaproszonych po raz pierwszy - między innymi Xyko. Zapowiedział również zorganizowaną dla gości grę w szukanie skarbu, zrozumieliśmy jednak, że nie powinniśmy brać w niej udziału, gdyż konkurując z Adeptami zwykli Dawcy Imion nie mieliby szans na zwycięstwo.

Impreza toczyła się zwyczajnym dla takich wydarzeń torem. Po jakimś czasie gospodarz zaszczycił nas swoim towarzystwem, chcąc nas lepiej poznać i poruszyć temat planowanej przez nas podróży na zachód. Niestety sami nie wiemy dokładnie, dokąd musimy się udać, by odnaleźć Virgo, ale piraci pływający pod banderą czarnej owcy są dość charakterystyczni i Vordosti obiecał, że postara się czegoś o nich dowiedzieć. Stwierdził, że skoro wspiera nas sama Imperatorowa, przynajmniej tyle może dla nas zrobić, ale miejsca na statku jeszcze nam nie zagwarantuje.

Następnego wieczoru Shana i Xyko wybrali się do wiszących ogrodów - wietrzniakowi jednak udało się zorganizować wejście dla barbarzyńców. Wspięli się na czterdziestometrową piramidę i, pozornie idąc w powietrzu, ruszyli do zarezerwowanej dla nich altany. Wojowniczka przez całą noc śniła sielankowe wizje o wspólnej przyszłości z panem Svergssonem, w związku z czym obudziła się promieniejąc szczęściem.

Xyko miał tylko jeden konkretny sen. On i Wojownicy, gdzieś na drodze, w zapadającym zmierzchu. Z naprzeciwka zbliżał się do nas jakiś człowiek w płaszczu z kapturem skrywającym twarz.

Spotykamy się po raz drugi. Tym razem nie będę się powstrzymywać. Oddajcie monety...

Wietrzniak go nie rozpoznał, nieznajomy nie miał również żadnych charakterystycznych cech, ale czuć było, że jest potężny.

Kolejnego wieczoru do wiszących ogrodów udał się Orian. Przyśniła mu się pieczara z niewidocznymi drzwiami opatrzonymi symbolami siedmiu Gwiazd i Pani Słońca, identyczna jak na obrazie Karelli Tavale. Nagato tym razem zwróciła się wprost do Oriana:

Dobrym początkiem są zawsze cztery. Minimum cztery.

Nazajutrz otrzymaliśmy zaproszenie na kolację do Geralda Vordosti. Elf zdołał się dowiedzieć, iż istnieją piraci dowodzeni przez osobę zwaną Szaloną Virgo i pływający pod banderą czarnej owcy lub inną, w zależności od nastroju. Operują w pobliżu kolonii Arancii leżących niedaleko zachodniego kontynentu i jak na tak niewielką flotę, mają niezwykle dużą siłę rażenia. Ponoć potęgę zawdzięczają swej przywódczyni dysponującej jakimiś nadprzyrodzonymi mocami. Mówi się, że tajemnicza piratka ma na swych usługach krakena, jest dość bezwzględna i ma powiązania z jakąś nacją żyjącą na zachodnim kontynencie.

Co ciekawe, grupa istnieje od dawna, jednak niczym się nie wyróżniała i dopiero niedawno ich siła bardzo wzrosła. Arancia stara się z nimi walczyć, lecz póki co bez powodzenia.

Ta garść informacji w żaden sposób nie załatwiała nam jednak problemu z dotarciem na te odległe wyspy. Pływają tam głównie jednostki wojskowe Arancii, zaś podróż trwa wiele miesięcy. Statki powietrzne w ogóle tam nie latają, gdyż flota Arancii jest zbyt mała.

Nierozwiązana pozostała też kwestia dotarcia do samej Arancii - Vordosti na razie nie widział powodu, by zabrać nas na pokład swojego statku.

Zadaliśmy mu więc pytanie, jak cenna dla Imperium Nowego Porządku byłaby wdzięczność Arancii za rozwiązanie kwestii piratów - co być może jesteśmy w stanie zrobić. To zaintrygowało elfa, jednak nie jest upoważniony do podejmowania takich decyzji, więc będziemy musieli zaczekać na odpowiedź wyższej instancji.

CDN

19 - 27 Gahmila 1564 r. w świecie gry

(sesje 12 i 27-03-2016)

Pozdrawiam, Owca



 

 



czwartek, 14 lipca 2016

Spędziliśmy w Travarze trochę czasu, poświęcając go na naukę i czekając na kontakt ze strony Gubernator lub Imperatorowej. Doczekaliśmy się jedynie informacji, że Ilys jest zadowolona z efektów naszej misji i nie jesteśmy jej już nic winni. Udało nam się również wyprosić dokumenty uprawniające nas do poruszania się po podległych jej terenach, czyli większości Barsawii. Na pozostałych obszarach Imperium będą musiały nam wystarczyć papiery, które otrzymaliśmy jeszcze w Królestwie Czarnej Gwiazdy.

Ponieważ postanowiliśmy odszukać przebywającą na jakimś zachodnim archipelagu Virgo, a nie istnieją bezpośrednie połączenia z odległymi miejscami, na początek zdobyliśmy bilety na statek do Powietrznej Przystani. Niestety po przylocie na miejsce dowiedzieliśmy się, że ze względu na skomplikowaną sytuację w Talei, odwołano wszystkie cywilne loty do tego kraju. Mogliśmy udać się tylko do pobliskiej Rugarii lub najdalej do Vasgotii, ale najbliższy lot miał być dopiero za cztery tygodnie.

Jednak Xyko usłyszał, że nieco wcześniej jakiś oficjel z Vivane ma lecieć aż do Arancii. Gerald Vordosti z Domu Carinci to ponoć nieprzyzwoicie bogaty, egzaltowany elf (choć wiele w jego zachowaniu jest tylko na pokaz). Cieszy się dużym poważaniem, ale jednocześnie nie jest zbyt lubiany. Ma duże koneksje polityczne i pełni rolę łącznika między Imperium a Arancią. Regularnie urządza wystawne bale, w czym dostrzegliśmy szansę na dotarcie do niego.

Zostaliśmy zatem w ocienionym przez Powietrzną Przystań mieście i Xyko nawiązał kontakt z malarzem Taslanem, protegowanym Geralda Vordosti. Okazało się, że ów elf nie tylko chętnie załatwi nam zaproszenia na bal, ale w dodatku jest uczniem słynnej Karelli Tavale. Sam również został obdarzony łaską Astendar i aż się palił, by pokazać wietrzniakowi kilka swoich dzieł.

Zaprowadził go do pokoju, w którym zasłonięty obraz zajmował niemal całą ścianę, a Xyko od razu poczuł wibrującą w pomieszczeniu magię. Centrum płótna zajmowała Pożoga, wyglądająca tak samo, jak na obrazie Karelli Tavale oglądanym przez nas przed laty. W pełni sił, otoczona płomieniami, ewidentnie stanowiła ośrodek katastrofy, która spustoszyła przedstawioną przez artystę niezidentyfikowaną okolicę. Przed Pożogą klęczeli Shana i Orian, bezwolne kukiełki trzymane przez nią na ognistych łańcuchach. Obok niej latał Xyko, spowity nimbem kotłującej się w nim ciemności. Na plecach miał odnowiony, w pełni sprawny miecz, który otrzymał niegdyś od Vaylai Słoneczne Skrzydła.

Taslan nie miał pojęcia, jaką istotę namalował, ale fascynowała go i bardzo chciał poznać jej imię. Kiedy wietrzniak mu je zdradził, odniósł wrażenie, że obraz (zasłonięty już na powrót płótnem) w jakiś sposób zareagował...

Chwilę później, przechodząc obok jednego z sąsiednich pokoi, Xyko poczuł nienaturalny chłód. Zagadnięty malarz odparł, że to również może go zainteresować. Znajdujący się tam obraz przedstawiał laboratorium, w którym stał wielki szklany baniak z pływającym w nim ciałem pana Svergssona. Zalana krwią Shana, umierająca lub już martwa, przybita była do naczynia lodowym szpikulcem. Z boku stała Katia, siostra rycerza, zmrożona, o martwym spojrzeniu. Spod warstwy pokrywającego ją lodu przeświecały ogniste tatuaże, a w ręku trzymała kolejny lodowy szpikulec.

Taslan wyjaśnił, że to „Zamrożona miłość”, obraz namalowany przez samą Karellę Tavale i określany przez nią okruchem rzeczywistości, nie należącym do tego miejsca i czasu.

Xyko zapytał o inne obrazy i elf zaprowadził go do kolejnego pokoju. Już z daleka wietrzniak czuł, jak cierpnie mu skóra, a gdy Taslan odsłonił płótno – również dzieło swojej mistrzyni – pokój zalał słoneczny blask. Malarz zdawał się go nie zauważać, ale Xyko czuł, jak parzy mu skórę. Na obrazie przedstawiono tylko Oriana, stojącego w strumieniach światła, które powoli rozrywało go na strzępy. Autorka zatytułowała go „Ostateczną zapłatą”.

Po powrocie od Taslana wietrzniak opowiedział towarzyszom o obrazach i poinformował ich, że sprawa balu jest już załatwiona. Roxy, asystentka malarza, miała pożyczyć Shanie stosowną suknię, jednak pozostali musieli o to zadbać we własnym zakresie.

Orian wybrał się zatem na zakupy, a wracając zahaczył o targ niewolników, gdzie postanowił „wykazać się dobrym sercem” i nabył dwójkę młodych ludzi, którzy według niego mieli zadatki na Wojowników. Po powrocie do karczmy wynajął im pokój i, ponieważ nie miał pomysłu na ciąg dalszy, zostawił ich samych.

Wietrzniak szybko dowiedział się o nich od karczmarza i poszedł sprawdzić, co to za jedni. Ustalił, że Isabella pochodzi z Talei, ale okazała się wyjątkowo skryta, krnąbrna i uparta, więc uzyskanie od niej jakichkolwiek informacji było trudne.

Sahan urodził się w jakimś plemieniu, które niedawno dowiedziało się, iż jego tereny należą obecnie do Cesarstwa Acheronu. Młodych zwerbowano do wojska, lecz zanim dotarli na miejsce szkolenia, napadli na nich łowcy niewolników z Imperium Nowego Porządku. Xyko patrząc w jego Wzorzec stwierdził, że chłopak ma coś wspólnego z powietrzem. Kitakami wyjaśniła, że chłopak zostanie Tancerzem Powietrza – to unikalni dla jego plemienia, doskonali wojownicy, dotknięci przez Panią Wiatru.

Natomiast jeśli chodzi o Ive, to regularnie wysyłana na poszukiwania Vee najpierw doniosła nam, że Pluszak siedzi zagrzebany w popiele na Archipelagu Popiołu. Tydzień później Ive znajdowała się już na dnie tamtejszego wulkanu, wysysając z niego moc. Niestety, wisząca nad górą potężna magia uniemożliwiła Vee bliższe przyjrzenie się sytuacji.

CDN

29 Mawag - 19 Gahmila 1564 r. w świecie gry

(sesja 05-03-2016)

Pozdrawiam, Owca




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66