barsawia okiem owcy
Blog > Komentarze do wpisu

Morra

 

Postanowiliśmy pomóc Annie i jej sąsiadom. Od samej dziewczyny i Lazarusa dowiedzieliśmy się, że w pobliżu wioski był niegdyś zamek samozwańczego barona i należąca do niego kopalnia srebra. Około dwudziestu pięciu lat temu doszło do jakiegoś wypadku w kopalni, wystąpił zawał i zginęło wielu górników. Jednocześnie baron zniknął bez śladu, a wraz z nim opustoszał cały zamek. Od tego czasu były tam dwie lub trzy grupy Adeptów, ale nie udało im się wyjaśnić sprawy. Zarówno ruiny zamku, jak i kopalnię otacza sława przeklętego miejsca.

Spodziewaliśmy się, że Ksenomanta wróci podczas następnej pełni, zatem nie było czasu do stracenia. Ruchliwy trakt doprowadził nas po pięciu dniach do Słonecznego Kamieniołomu, dużej wioski z niewielkim portem w odnodze Byrozy. Po kolejnych dwóch dniach podróży pogórzem Gór Grzmotu, teraz już mało uczęszczaną i zaniedbaną drogą wiodącą przez kompletne odludzie, dojechaliśmy do otoczonej palisadą Morry. Mieszkańcy przywitali nas ciepło, zaskoczeni, że Anna tak szybko kogoś sprowadziła. Opowiedzieli nam bardziej szczegółową wersję wydarzeń.

Któregoś dnia przyszedł do nich obcy, zwyczajnie wyglądający człowiek w czarnych szatach z jakimiś symbolami. Obwieścił, że teraz należą do niego i zażądał dzieci. W razie sprzeciwu zagroził spaleniem wioski.

Wieśniacy przepędzili go i myśleli, że na tym koniec. Jednak gdy nadeszła pełnia, pojawiła się gęsta mgła, zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Mag wrócił. Tym razem nie podszedł tak blisko, w ogóle nie wynurzył się z oparu, ale poznali go po głosie. Towarzyszyła mu kolczasta bestia wielkości cielaka. Zażądał wydania dzieci, a gdy mu odmówiono, z mgły wyszły szkielety. Było ich dużo, a palisada nie była dla nich wyzwaniem. Poturbowały tych, którzy stanęli im na drodze, ale nikogo nie zabiły. Zabrały dzieci (chyba pierwsze z brzegu) i zniknęły we mgle. Ich ślady urywały się na granicy oparu. Ksenomanta zapowiedział, że wróci za miesiąc i żeby nie byli głupi i nie stawiali oporu.

Oprócz tego dowiedzieliśmy się, że w lesie znajduje się jakieś uroczysko, ale miejscowi unikają tej okolicy, więc niewiele na jego temat wiedzą. Podobno mieszka tam jakaś wiedźma czy znachorka. To ona pomogła wieśniakom poturbowanym przez szkielety. Jest dziwna, śpiewa osobliwe piosenki i recytuje wierszyki, nie da się z nią normalnie porozmawiać. Mieszkańcy wioski chodzą do niej po różne zioła, wiedźma zwykle wie, w jakim celu się przyszło. Nikt nigdy nie był w jej domu, jeśli w ogóle chce się z kimś spotkać, to zawsze ma to miejsce przed dotarciem do uroczyska.

Na temat wydarzeń sprzed ćwierćwiecza nie usłyszeliśmy wielu nowych faktów. Zamek opustoszał, a jego mieszkańcy po prostu zniknęli w trakcie codziennych czynności – na stołach zostało jedzenie itp.

Xyko pojechał do lasu szukać znachorki, ale po kilku godzinach doszedł do wniosku, że kręci się w kółko. Gdy spojrzał w przestrzeń astralną, coś wystrzeliło z ziemi i eksplodowało, oślepiając go. Przestał widzieć w astralu i nie czuł się najlepiej. Odzyskawszy wzrok spróbował ponownie i sytuacja się powtórzyła. W końcu porzucił próby patrzenia w przestrzeń astralną i skupił się na zanegowaniu iluzji. Przez mgnienie oka, zanim ponownie został oślepiony, widział, że cały las przed nim jest magiczny – potężne połączenie magii ksenomanckiej i iluzji.

Wietrzniak nawiązał kontakt z Arią i dowiedział się, że w lesie mieszka potężna Wiedźma, która zaszyła się tam, by mieć święty spokój. Oplotła kawał lasu zaklęciem i każdego, kto chce tam wejść, wyrzuca – chyba że ona sama chce go zobaczyć.

Wieczorem tego dnia zauważyliśmy dwa nietoperze o świecących czerwienią ślepiach, śledzące nas spod okapu pobliskiego domu. Gdy zorientowały się, że je zauważyliśmy, zerwały się do lotu i uciekły, ale Xyko dogonił je i unieszkodliwił. Vee powiedziała, że to było dość proste zaklęcie ksenomanckie – mag patrzący oczami nocnego zwierzęcia.

Następnego dnia wietrzniak jeszcze raz chciał spróbować dotrzeć do Wiedźmy. Tym razem poszliśmy wszyscy. Długo błądziliśmy po lesie, zaś Isabella w pewnym momencie po prostu zniknęła.

W końcu Wiedźma raczyła nam się pokazać, pojawiła się w towarzystwie Isabelli. Jednak trudno było wyłuskać z jej słów jakieś sensowne informacje. Bełkotała coś o jakimś kulcie, o północy, o tym, że kult upadł, ale się odrodzi.

Znajdź jeden palec...”; „Wielkie zło...”; „ to tylko najsłabsze ogniwo, po nim przyjdzie silniejszy...””Lalkarz...”

Chcieliśmy, żeby wypuściła Isabellę, ale nic z tego:

Dziewczę samo kluczem jest, by klątwę złamać… jeśli tego chce... tylko musi chcieć zmierzyć się sama ze sobą… Jeśli wygra, złamie klątwę, jeśli nie.. stanie się… stanie się… Ha ha ha!

Wiedźma pstryknęła palcami i znikła razem z Isabellą.

 

CDN

24 Doddul 1514 r. - 3 Strassa 1515 r. w świecie gry

(sesja 25-03-2017)

Owca

 

 

 

środa, 20 marca 2019, iridal
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: