barsawia okiem owcy
Blog > Komentarze do wpisu

Na południe

Po rozmowach z zarządcami Nadziei i Pożogą wiedzieliśmy już mniej więcej, w jakim lodowym bagnie wylądowaliśmy, ale wciąż nie mieliśmy sposobu, by się z niego wydostać. Przeszukaliśmy dokładnie całą wyspę, lecz nie znaleźliśmy żadnego zejścia do podziemnego świata (moglibyśmy opuścić wyspę wędrując przez Desekh), potężnego źródła energii, którego mogłaby użyć Pożoga, ani nic innego, co mogłoby nam jakoś pomóc. Tubylcy byli w stanie poruszać się tylko w promieniu tygodnia od wyspy, zaś kupcy przypływali tu zaledwie dwa razy w roku. Nie uśmiechało nam się wielomiesięczne czekanie.

Ive i Xyko polecieli więc na południe, by zbadać wyspy znajdujące się poza zasięgiem mieszkańców Nadziei. Na ostatniej wyspie dowiedzieli się, że dalej nie ma już nic – tylko syreny - i nie pływa się tam, gdyż owe stwory pożerają ewentualnych śmiałków. Nasza dwójka oczywiście poleciała dalej i jakieś trzy godziny później zauważyli grupę syren wylegujących się na małych wysepkach.

Gdy je minęli, nagle zrobiło im się słabo i poczuli gwałtowne uderzenie gorąca. Musieli przelecieć przez jakąś magiczną barierę, ponieważ klimat kompletnie się zmienił i zrobiło się bardzo ciepło.

Kontynuowali lot i po pewnym czasie ich uwagę przyciągnął migoczący na horyzoncie punkt. Polecieli w tamtą stronę i przekonali się, że z morza wynurza się skalista wyspa z platformą na środku i strzelającą z niej wieżą z czarnego kamienia, zakończoną srebrnym szpicem. Gdy się zbliżyli, z platformy podniósł się tuman kurzu lub piasku, a gdy opadł, stała tam postać w ciemnych szatach, która przyzwała ich gestem ręki. Nie wyglądała na barsawiankę, za to z pewnością na kapłankę Nehelenii.

- Spodziewałam się twojego przybycia od kiedy moja Pani zwróciła na ciebie uwagę – powiedziała do Xyko, który nieopatrznie użył imienia Pani Czarnego Piasku podczas rozmów z zarządcami Nadziei.

Wiedziała, kim jest wietrzniak. Jej Pani rzekła, że skoro raczył o niej wspomnieć i myśleć, może zaoferować nam swą pomoc – oczywiście nie za darmo. Umożliwi nam podróż do źródeł mocy, które możemy wykorzystać, by wrócić do swego czasu, a w zamian mamy zabrać ze sobą pewien przedmiot. Jej Pani nie gwarantuje nam bezpiecznego przejścia, ale skieruje nas w odpowiednią stronę i nie będzie przeszkadzać. Jeśli nie przyjmiemy jej oferty, nie staniemy się wrogami, jednak nie mamy co liczyć na jakiekolwiek wsparcie.

Kapłanka powiedziała również, że możemy porozmawiać z syrenami. Mieszkają na granicy wpływów i jeśli będą chciały, mogą nam pomóc przypłynąć z Nadziei. Tak więc Ive i Xyko udali do syren i zdołali wynegocjować, by jedna z nich przyspieszyła za pomocą magii płynącą łódkę – bez tego płynęlibyśmy trzy i pół tygodnia.

Gdy wrócili do Nadziei, omówiliśmy sprawę i postanowiliśmy skorzystać z propozycji Nehelenii. Nikt z nas nie miał specjalnej ochoty na współpracę z nią, ale chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w swoich czasach. Zresztą wiedzieliśmy, że nikt nie pomógłby nam za darmo.

Zgodnie z ustaleniami jedna z syren wspomogła nas swym śpiewem i łódź, podarowana nam przez mieszkańców Nadziei, popłynęła nienaturalnie szybko. Następnego dnia po wypłynięciu minęliśmy terytorium syren, po czym nagle zrobiło się upalnie. Mała syrenka przestała nam pomagać, ale na horyzoncie widzieliśmy już migotanie, a po chwili skalista wyspa z wieżą pojawiła się tuż przed nami. Na platformie stała kapłanka, z którą rozmawiali Xyko i Ive.

Po drugiej stronie wyspy czekał już czarny dwumasztowy szkuner, na którym powitała nas inna kapłanka. Podróż upłynęła bardzo szybko, jednak zabroniono nam rozmów z załogą, a kapłanka nie była skłonna odpowiadać na nasze pytania.

Wieczorem następnego dnia dostrzegliśmy linię brzegową ukoronowaną potężną twierdzą, wokół której wznosiły się trzy wieże, identyczne jak na tamtej skalistej wysepce. Za nimi rozciągała się dżungla. Od kapłanki dowiedzieliśmy się, że rzeka, przy ujściu której rozlokowała się twierdza, to Xandorn. A zatem od wczoraj zdążyliśmy zmienić morze, po którym płynęliśmy!

Kapłance na koniec nieco rozwiązał się język i powiedziała, że powinno nam zależeć na czasie, gdyż moc monet Nivette, które nas chronią, nie jest niewyczerpana, a już ją mocno nadwyrężyliśmy. Choroba cały czas próbuje nas zniszczyć. Jest efektem jakiegoś starożytnego rytuału działającego na skalę światową. Dodała, że jeśli mamy więcej pytań, będziemy mogli je zadać jej przełożonej, która poprowadzi nas dalej.

Po chwili dobiliśmy do brzegu. W porcie cumowały również statki powietrzne – kamienne pudełka, które widzieliśmy w Lass Taren w innej rzeczywistości. Daleko za widnokręgiem coś wydawało się rozświetlać niebo – dowiedzieliśmy się, że to front wojenny, poświata bijąca od lodu.

Kapłanka poprowadziła nas przez miasto zbudowane u stóp twierdzy, do kamienicy w pobliżu murów. Tam spotkaliśmy się z Kaylą, która miała być naszą przewodniczką podczas dalszej podróży. Wyjaśniła w skrócie, co nas czeka i zapytała, co jeszcze chcemy wiedzieć. Dodała, że informacje, które ze sobą zabierzemy mogą - ale nie muszą - zmienić przeszłość. Jej zdaniem i tak zapewne wszystko zapomnimy – to najbardziej prawdopodobne działanie Pani Czasu.

Potwierdziła, że Królową Północy jest Katia z Acheronu, lecz niewiele więcej o niej wiadomo. Nie ma pewności, czy działa świadomie, czy też została przejęta przez obcą istotę. Ponoć dąży do tego, by uczynić świat szczęśliwym pod jej wodzą. Miłość jest zbędna, najwspanialszy jest czysty lód. Dozwolona jest tylko miłość do niej – podobno wszyscy jej słudzy kochają ją.

Do Kataklizmu doszło w roku 1518, jednak nie jest znana dokładna data, z jakiegoś powodu nikt jej nie pamięta (zresztą rok też może być fałszywy). Nie wiadomo, co dokładnie go spowodowało. Podejrzewa się, że Królowa Północy zabiła, bądź pokonała, uwięziła i mogła kontrolować czempiona Gorejącej Czeluści. Przejęła jego moc i wiedzę, skontaktowała się bezpośrednio ze smokiem, po czym odprawiła potężny rytuał.

Jednak rytuał nie odpowiada za wszystko - na pewno zmienił klimat. Plaga prawdopodobnie też jest dziełem Katii, ale nie ma co do tego pewności, może być tylko efektem ubocznym. Nie sposób z nią walczyć, gdyż cały czas się zmienia, każda opracowana odtrutka natychmiast staje się nieskuteczna.

Plaga sprawiła, że spośród Adeptów niemal nikt nie przeżył (na terytorium Katii zmarli Adepci powstali jako upiory). Potencjalni Adepci ciężko chorowali i wielu z nich zmarło. Natomiast pozostali nie mieli żadnych poważnych objawów, co najwyżej cofali się w rozwoju. Nehelenia stara się swoją mocą osłabić niszczące kreatywność działanie Plagi. Królowej Lodu na tym nie zależy.

Dodatkowo choroba w jakiś sposób zmienia Wzorzec i u ocalałych można obudzić nowe moce, czyniąc ich Obdarowanymi.

Gdyby Nehelenia w porę się nie obudziła, lód sięgałby dużo dalej na południe. Zachód chroni tajemnicza jednooka Protektorka o potężnej mocy, zaś na wschodzie Kataju broni tamtejszy władca. Obie strony stawiają wieże, które obejmują mocą ich terytoria. Natomiast na Therze odprawiono rytuał, który okrył ją kopułą, po czym wyspa zapadła się pod powierzchnię wody, chroniąc się w ten sposób przed zagrożeniem.

Po bogach i smokach zniknął wszelki ślad. Przetrwali ci, którzy spali - jak Nehelenia i smoki w podziemnym świecie Desekh. Padła również większość horrorów.

Z demonami zawarto układ, gdyż żadna ze stron nie chciała, by stanęły po stronie przeciwnika. W zamian za neutralność wszystkie krainy astralne należą do nich i nikt nie może wejść do przestrzeni astralnej bez ich zgody.

Na koniec kapłanka stwierdziła, że jej Pani cieszy się kiepską opinią, ale pewne radykalne poglądy dawno już jej przeszły.

Następnego dnia, prowadzeni przez Kaylę i czterech Obdarowanych, wyruszyliśmy wgłąb Dżungli Seraph, kierując się do ruin starożytnego miasta Alaozar. Podróż została magicznie przyspieszona i po pięciu dniach dotarliśmy do zarośniętych ruin jajowatych budynków, wyglądających obco i niepokojąco.

W głębi miasta weszliśmy do okazałej budowli i szerokimi, spiralnymi schodami o niskich stopniach ruszyliśmy w dół. Kilkaset metrów niżej znaleźliśmy się w dużym pomieszczeniu wyłożonym dobrze zachowanymi kamiennymi płytami. Kapłanka otworzyła znajdujące się tam drzwi, a ciągnący się za nimi korytarz doprowadził nas do zawieszonej nad studnią platformy.

Wskoczyliśmy do studni i po jakimś czasie, przeleciawszy przez jakąś barierę, wylądowaliśmy w dużej jaskini. W powietrzu unosił się ostry korzenny zapach, któremu towarzyszyło bulgotanie i czerwona poświata bijąca z odległego krańca pieczary. Okazało się, że znajduje się tam przejście do drugiej jaskini, wypełnionej czerwoną, bulgoczącą cieczą. W centrum owego podziemnego jeziora stał postument z kryształową kulą zaopatrzoną w wypustki. Kapłanka oznajmiła, że to właśnie jest źródło mocy.

Pożoga czując moc, natychmiast się przebudziła i z pomocą Kayli zajęła się otwieraniem bramy. Pozostali mogli tylko czekać i zachować czujność na wypadek, gdyby Pani Północy w ostatniej chwili postanowiła się wtrącić.

Nic nam jednak nie przeszkodziło. Po kilku godzinach korzenny zapach stał się jeszcze bardziej intensywny, a jezioro zamieniło się w jeden wielki wir. Kryształowa kula na postumencie również zaczęła wirować, strzelające z niej bicze energii chlastały powierzchnię cieczy.

Kapłanka przekazała wietrzniakowi jajowate zawiniątko z przedmiotem, który mieliśmy zabrać ze sobą w zamian za udzieloną nam pomoc. W środku spoczywało spore, smoliście czarne, błyszczące jajko. Kayla wyjaśniła, że po przybyciu do naszego czasu mamy je po prostu wypuścić.

Tymczasem rozbudzone moce jaskini szalały coraz bardziej i w pewnym momencie Pożoga otworzyła płonące oczy:

  • Brama się otwiera, skaczcie!

Tafla jeziora wygładziła się, wskoczyliśmy do wody... i nagle znaleźliśmy się w powietrzu, po czym uderzyliśmy w skałę. Jeszcze przez chwilę widzieliśmy wiszący nad naszymi głowami okrąg, ale po chwili po bramie nie było już śladu.

Ponownie wylądowaliśmy w kraterze wygasłego wulkanu, ale tym razem było ciepło. Zanim zdążyliśmy się pozbierać i stwierdzić coś więcej, nad nami pojawił się kolejny okrąg, z którego wyszło rodzeństwo Oponn. Nowi - starzy bogowie Szczęścia i Losu, którzy wrócili na swoje stare miejsce, zajmując domenę opuszczoną przez Nivette. Chłopak od razu wyciągnął w naszą stronę dłoń, lecz dziewczyna przytrzymała go, przyglądając nam się uważnie.

Stwierdziła, że posiadamy informacje, które ją interesują, ale mamy niewiele czasu do przybycia Kurumi, Pani Czasu. Ona z pewnością natychmiast odbierze nam wspomnienia z przyszłości, ale Oponn zobowiązali się, że je odzyskamy, w zamian za monety z mocą Nivette i za podzielenie się wiedzą. Obiecali też, że będziemy mieli szczęście, jeżeli chodzi o wydostanie się z Wysp Popiołu.

Wietrzniak najpierw położył na ziemi jajko otrzymane od kapłanki Nechelenii (wniknęło wgłąb i tyle je widzieliśmy), po czym opowiedział w skrócie, czego dowiedzieliśmy się w trakcie naszej wyprawy.

Ledwie zniknęli Oponn, poczuliśmy nagły powiew i otworzył się kolejny portal, w którym zobaczyliśmy Kurumi. Pani Czasu nie wdawała się w żadne pogawędki, machnęła tylko ręką i straciliśmy przytomność.

Gdy się ocknęliśmy, nie pamiętaliśmy niczego od momentu otwarcia bramy przez Pożogę w tamtej rzeczywistości. Byliśmy więc przekonani, że przejście się udało i Ashigara nie zdołała nam przeszkodzić.

Jednak Pożoga wyczerpała całą swoją energię i nie mogła uzupełnić jej w wygasłym wulkanie, nie było więc co liczyć na jej pomoc w wydostaniu się z wyspy. Wygramoliliśmy się więc z krateru i skierowaliśmy do ruin fortecy Far'faren Silvi. Szczęśliwie udało nam się tam schronić, zanim rozpętała się potworna burza trwająca pół nocy.

Rankiem, brodząc w błocie z wulkanicznego pyłu, dowlekliśmy się do brzegu wyspy. Xyko podleciał do góry i wypatrzył w pobliżu dziwnie przechylony statek. Wietrzniak poleciał tam z Ive i okazało się, że to znana nam Śnieżka, którą po raz pierwszy płynęliśmy na Wyspy Popiołu i której kapitanem jest wuj naszej przyjaciółki Abbie. Nocna burza rzuciła statek na skały, ale uszkodzenia nie były zbyt poważne i w ciągu kilku godzin udało się je naprawić. Co ważniejsze, znaleźliśmy w ten sposób transport do Urupy.


CDN

11 Sollus - 19 Riag w świecie gry

(sesja 06-08-2016)

Pozdrawiam, Owca

 

 



sobota, 06 maja 2017, iridal
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: