barsawia okiem owcy
Blog > Komentarze do wpisu

Świat wiecznej zimy

Tak właśnie! Po dłuuugiej nieobecności związanej z licznymi a niebezpiecznymi i fascynującymi wyprawami (a tak naprawdę brakiem czasu na pisaninę i niewielką ilością rozgrywanych sesji - ale to drugie to już nie moja wina!), pojawiam się z nowymi rozdziałami kronik naszej dzielnej drużyny. Mam nadzieję, że uda mi się powrócić do w miarę regularnego pisania i publikowania, naprawdę mi tego brakowało...

A zatem:

Chwilę po naszym lądowaniu w kraterze śnieg przestał padać. Powoli doszliśmy do siebie, jedynie Isabella i wyczerpana Ive nie odzyskiwały przytomności. Xyko wyleciał z krateru i stwierdził, że cała dolina zajmująca większość wyspy została jakiś czas temu zalana ogromną ilością lawy, którą obecnie przykrywała gruba warstwa białego puchu. Otaczające dolinę góry zasłaniały widok, ale wietrzniak dostrzegł na powierzchni morza wiele białych plam - prawdopodobnie lód.

Bez wątpienia znajdowaliśmy się na Archipelagu Czarnego Popiołu, na wulkanicznej, niegdyś potwornie gorącej wyspie. Zmiany, które tu zaszły, były bardzo niepokojące. Jedynie Kulka była w swoim żywiole. Była teraz na tyle silna, że w dwóch skokach przeniosła nas wszystkich z krateru na platformę fortecy Far'faren Silvi. Warstwa zastygłej lawy i śniegu dochodziła niemal do jej powierzchni, a przecież to miejsce znajdowało się kilkadziesiąt metrów nad dnem doliny! Sama forteca była zrujnowana bardziej, niż podczas naszej pierwszej bytności w tym miejscu, ale przynajmniej oferowała schronienie przed przeraźliwym zimnem panującym na zewnątrz.

Nie mieliśmy pewności, czy Pożoga przeniosła nas do naszego świata. Chcąc się o tym przekonać, Xyko próbował skontaktować się z naszą znajomą demonicą Arią za pomocą służącej do tego karty. Jednak zamiast Arii pojawił się obraz miniaturowej demonicy, która oznajmiła, że właściciel karty jest w tej chwili niedostępny bądź nie żyje, zaś wietrzniak nie posiada wymaganych uprawnień. W związku z tym bardzo jej przykro, ale musi zdezaktywować kartę.

Wyglądało na to, że utknęliśmy na tym odludziu kompletnie odcięci od świata. Wcześniej Pożoga zapewniała, że bez problemu wydostanie nas z wyspy, ale nikt nie przewidział, że utraci wszystkie siły, a wulkan wygaśnie i nie będzie mógł jej zapewnić energii. Nie mogliśmy też skorzystać ze znajdującego się w fortecy portalu. Mieszcząca go komnata była częściowo zawalona, a przede wszystkim nie mieliśmy klucza, który pozwoliłby go użyć.

Następnego dnia Isabella i Ive odzyskały przytomność. Dziewczyna była słaba, ale czuła się dobrze. W Ive nie odzywał się nawet ślad Pożogi, w dodatku twierdziła, że nie pamięta niczego od momentu swojej ucieczki z Travaru.

Pod naciskiem Shany opuściliśmy twierdzę i Kulka przeniosła nas do wyjścia z doliny. Na brzegu ujrzeliśmy dużą kolonię nieznanych nam zwierząt o krótkich kończynach przypominających płetwy, lśniącej gładkiej sierści i wielkich oczach. Niektóre z nich pływały w lodowatej wodzie i łowiły ryby. Ominęliśmy je z daleka, uważnie przez nie obserwowani i skierowaliśmy się w stronę wypatrzonego przez Ive schronienia.

Było to coś w rodzaju prowizorycznej chatki o dachu porośniętym mchem i porostami. Obok leżał kawał drewna przypominający fragment prymitywnego czółna. Skoro ktoś przypływał tu czółnem, nie mogło być stąd daleko do siedzib Dawców Imion. Wprawdzie płynąc niegdyś na Wyspy Popiołu od strony Urupy i Wyspy Syrenich Nut nie widzieliśmy w pobliżu żadnego zamieszkałego miejsca, ani nawet kawałka lądu zdatnego do zamieszkania, ale to mogło ulec zmianie.

Ive zamieniła się w sokoła i postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Odkryła trzy spore wyspy, ale nie dostrzegła żadnych szczegółów. Xyko wzbiwszy się tak wysoko, jak dał radę, potwierdził jej obserwacje. Tych wysp z całą pewnością dawniej nie było, podobnie jak brył lodu obficie pokrywających powierzchnię morza. Wietrzniak zagadnął jakiegoś ptaka i od niego dowiedział się, że „dwunogi” mieszkają na wszystkich większych wyspach, unoszą się też na wodzie, a są tu odkąd on żyje.

Xyko wysnuł z tego wniosek, że nie trafiliśmy do naszego świata. Tak duże wyspy nie mogły się tak szybko pojawić i w dodatku zostać zamieszkane.

Razem z Ive polecieli na największą z zauważonych wysp. Była skalista, pozbawiona drzew, porośnięta tylko przez porosty i odrobinę krzewów, wśród których pasło się stadko kóz. Blisko brzegu na wodzie unosiło się kilka łodzi, z których ludzie łowili ryby przy pomocy ościeni. Wokół małej zatoczki stały kamienne domki, w kilku skalistych wzgórzach ciemniały otwory jaskiń. Osada nie miała palisady ani strażników.

Pojawienie się Xyko i Ive wywołało popłoch i sensację. Tubylcy nie wiedzieli, czy mają uciekać, walczyć, czy odganiać przerażające demony, które ich nawiedziły. Ich język okazał się bardzo prymitywny, podobnie jak stroje, broń, czy wszelkie narzędzia. Nie było wśród nich żadnego Adepta ani nic zawierającego choćby śladową ilość magii.

Po dłuższym czasie wietrzniakowi udało się porozmawiać z wodzem i dowiedział się, że tubylcy nie znają innych ludów. Ze słów wodza wynikało jednak, że na wyspie, którą Xyko zidentyfikował jako Wyspę Syrenich Nut, istnieje duża osada, a jej mieszkańcy są bardziej zaawansowani technologicznie. Wietrzniakowi udało się przekonać wodza, żeby jego ludzie nas tam zawieźli.

Kilka dni później dotarliśmy na miejsce. Na skałach otaczających wyspę nie wylegiwały się, jak dawniej syreny, nie skrywała jej również zasłona gęstej mgły. Wokół pływały łodzie porządniejsze od prymitywnych czółen, którymi przypłynęliśmy, a przy wejściu do prowadzącego w głąb wyspy tunelu cumowała nawet niewielka barka. Nie zatrzymywano nas, ale załoga statku gapiła się na nas z otwartymi ustami i usłyszeliśmy sygnał alarmowy.

Wnętrze wyspy obecnie było porośnięte nie dżunglą, a mieszanym lasem. Nad wodą rozłożyło się małe miasteczko, o domkach zbudowanych głównie z sitowia i drewna. Jedynie kilka postawiono z kamienia, prawdopodobnie pochodzącego ze zrujnowanej wieży Nivette, której smętne resztki od razu rzuciły nam się w oczy. Rozglądaliśmy się z ciekawością i niepokojem, ale wciąż nie zauważyliśmy żadnego Adepta i ani śladu jakiejkolwiek magii.

Na nabrzeżu powitali nas kobieta i mężczyzna, wyglądający o wiele bardziej cywilizowanie od wszystkich, których tu do tej pory widzieliśmy. Ukłonili się głęboko i spojrzeli na Xyko z ogromnym zaskoczeniem, jakby nie wiedząc, na kogo patrzą.

  • Witamy w Nadziei, czym możemy służyć Obdarowanym?

  • Czy możemy porozmawiać?

  • Oczywiście, jak moglibyśmy odmówić Obdarowanym... Jeśli wolno spytać, której królowej służycie?

Zdębieliśmy, ale chcąc zyskać na czasie, zażądaliśmy, by zaprowadzono nas gdzieś, gdzie będą lepsze warunki do rozmowy. Mieszkańcy miasteczka chowali się na nasz widok, okna i drzwi się zatrzaskiwały, a wietrzniak wyczuł bijące od zarządcy obawę i nieufność... Gdy dotarliśmy do najbardziej reprezentacyjnej budowali, przydzielono nam skromnie urządzone pokoje i zapewniono, że dostaniemy wszystko, o co poprosimy. Xyko oświadczył, że chcemy porozmawiać nazajutrz po śniadaniu. Musieliśmy się zastanowić, jak postępować i co zrobić, żeby się czegokolwiek dowiedzieć.

Gdy tylko zostaliśmy sami, Vee na polecenie Shany obejrzała cały dom, ale niczego ciekawego nie zauważyła. Oprócz nas byli tam tylko zarządcy i służba. W pokoju służącym za gabinet leżały gliniane i woskowe tabliczki z zapiskami dotyczącymi funkcjonowania osady. Żadnych innych dokumentów, papierów, map, czy portretu władczyni - którejś z królowych, o których wspomniano na początku. I wciąż ani śladu magii.

Xyko poleciał do ruin wieży Nivette, ale nie potrafił określić powodu, dla którego się rozsypała. Musiało to jednak nastąpić dość dawno.

Następnego dnia po śniadaniu spotkaliśmy się z zarządcami. Teraz wietrzniak wyczuwał od nich głównie wyczekiwanie. Uprzedził, że zada im kilka pytań, które mogą wydać się dziwne, ale prosi o odpowiedź. Na początek zapytał, który mamy rok.

  • Czterdziesty piąty - zaciekawienie.

  • Kim są Obdarowani?

  • Obdarowani są Obdarowani, bo są obdarowani – pewność siebie zarządców wzrosła.

Dowiedzieliśmy się, że Obdarowani po prostu się pojawiają. Żadne większe statki nie przybijają do wyspy, zaś tubylcy nigdzie nie podróżują.

Xyko poprosił, by opowiedzieli, co wydarzyło się przed czterdziestu pięciu laty. Ponownie wyczuł od nich obawę, połączoną z niepewnością.

  • Świat się narodził.

  • To bardzo neutralna odpowiedź.

  • Wydaje mi się, że każdy Obdarowany to wie.

  • Co było wcześniej?

  • Nic wartego uwagi.

Męczyliśmy się tak jeszcze przez chwilę, ostatecznie jednak atmosfera uległa rozluźnieniu. Nasi rozmówcy domyślili się, że nie przybyliśmy od żadnej królowej i nie mamy o niczym pojęcia. Opowiedzieli nam więc tyle, ile sami wiedzieli.

Obdarowani to osoby posiadające moc daną im przez królową, wywodzą się spośród tych, którzy przeżyli Kataklizm. Przed Kataklizmem istniał „stary świat”, a według kalendarza throalskiego obecnie mielibyśmy rok 1564.

Zatem wciąż znajdowaliśmy się w przyszłości, choć Pożoga zdołała przenieść nas do innego wymiaru. Nadal nie wiedzieliśmy jednak, czy to nasz świat, czy kolejna równoległa rzeczywistość.

W każdym razie w tym świecie pewnego dnia zgasło słońce, ziemia się zatrzęsła, góry wybuchły, wyspy zapadły, runęły niektóre miasta. Po czym nagle nadeszła zima – pojawiły się potężne Wieże Lodu, które skąpały świat w wiecznym zimnie. Następnie przyszła choroba, która zabiła dziewięćdziesiąt procent Adeptów i wielu zwykłych Dawców Imion. Chorowali wszyscy, ale im bardziej magiczna była dana osoba, tym mniejsze miała szanse na przeżycie. Zmarli stali się upiorami – choć martwi, wciąż służą Królowej Lodu.

Niektórzy spośród ocalałych zostali Obdarowanymi. Nie są to Adepci, prawdziwych Adeptów prawie się już nie spotyka (jeśli nie służą królowej, to kryją się w podziemiach, gdzie moc zimy nie sięga). Obdarowani są ponoć niezwykle potężni, ale często dysponują tylko jedną mocą. Poruszają się dziwnymi kamiennymi statkami (piramidami). To jedyne latające statki w krainie zimy.

Nic więc dziwnego, że mieszkańcy wyspy zareagowali strachem na nasze przybycie. Wzięli nas za Obdarowanych, którzy pojawiają się u nich co najmniej raz w roku z misją od królowej - by zabrać daninę w dzieciach, które stają się jej sługami. Odmowa oznacza unicestwienie.

Zarządczyni powiedziała jednak, że nie wyczuwa od nas aury Pani Zimy. Od jej Obdarowanych bije nienaturalny chłód.

W opozycji do Królowej Lodu stoi Królowa Południa, ale nasi rozmówcy praktycznie nic o niej nie wiedzieli. Słyszeli o jej Obdarowanych, jednak żaden z nich nigdy nie pojawił się na wyspie.

Reszta ocalałych z epidemii stała się w jakiś sposób ułomna, doszło do ogromnego cywilizacyjnego kroku wstecz. Ponadto po Kataklizmie bogowie i smoki przestali odpowiadać na modlitwy i wezwania. Obecnie można się modlić jedynie do którejś z królowych, ale nasi rozmówcy nie potrafili powiedzieć, czy jest szansa na jakąkolwiek odpowiedź.

Na wyspie cieplejsza pora roku trwa teraz jedynie trzy miesiące, a im bliżej Barsawii, tym zimniej. Thera spoczęła na dnie morza. Throal się zawalił. Urupa jest pełnym upiorów miastem Pani Zimy. Niektóre inne miasta Barsawii przetrwały, ale służą królowej.

Funkcjonuje tylko handel wymienny, zniknęły przedmioty magiczne – prawdopodobnie zostały zniszczone, a nie było komu stworzyć nowych. Zacofanie tych ludzi w stosunku do znanego nam świata rzucało się w oczy, ale co gorsza, w ogóle nie byli zainteresowani zmianami i jakimkolwiek postępem. Gdy podsuwaliśmy im różne pomysły i proponowaliśmy, że możemy ich czegoś nauczyć, nie widzieli takiej potrzeby. Wystarczało im to co mają i to co wiedzą, nie chcieli się rozwijać.

Podobno choroba miała przetrwać wieki wszędzie tam, gdzie sięga zima. Co oznaczało, że jest zagrożeniem również dla nas...

Nagle bezpardonowo przerwano nam rozmowę, zarządcy znieruchomieli, a świat stał się czarno-biały. Obudziła się Pożoga. Potwierdziła nasze podejrzenia, że Królową Zimy jest Katia, siostra pana Svergssona. Zapewniła, że znajdujemy się w naszym świecie, jednak Ashigara zakłóciła jej rytuał i dlatego nie wróciliśmy do właściwego czasu. Pożodze było to obojętne, zresztą w obecnym stanie - czuć było, że jest bardzo słaba - nie mogła nic zrobić. Musielibyśmy znaleźć bezpańskie źródło energii, z którego mogłaby skorzystać, żeby się zregenerować, a szanse na to były znikome.

CDN

(sesja 16-07-2016)

Pozdrawiam, Owca

 






wtorek, 18 kwietnia 2017, iridal
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: