barsawia okiem owcy
Blog > Komentarze do wpisu

Zmiana planów

Pożegnawszy się z Geraldem Vordosti, wsiedliśmy do wynajętego powozu i ruszyliśmy w stronę naszej karczmy. Nagle świat zrobił się czarno-biały i Xyko zniknął. Jego towarzysze natychmiast spojrzeli w astral i Orian stwierdził, że prawdopodobnie użyto zmodyfikowanej wersji ksenomanckiej Bramy, zaprzęgając do tego nadnaturalną moc klasy boskiej. Poczuł przy tym, że jego moneta Nivette wibruje.

Tymczasem wietrzniak znalazł się w jakimś pokoju w towarzystwie nieznajomego elfa o spojrzeniu węża. Wokół krzesła, na którym siedział Xyko, wciąż widoczna była figura magiczna, a obok stała uzbrojona kobieta o kamiennej twarzy.

Gospodarz przywitał się uprzejmie i przedstawił jako Hauser. Wyjaśnił, że chciałby ubić z nami interes – przy pierwszym spotkaniu zawsze rozmawia i unika rozlewu krwi. Pragnie odzyskać monety Nivette i jest skłonny zaoferować 5 tys. sztuk złota za każdą.

Xyko odmówił. Elf, wciąż nienagannie uprzejmy, pożegnał się i odesłał go z powrotem do powozu.

Po powrocie do karczmy Shana zaproponowała omówienie ignorowanej dotychczas przez wszystkich propozycji Pożogi i powrotu do naszego świata. Dyskusja trwała dość długo.

Mówiąc w skrócie, Orian nie zamierzał zmieniać planów. Chciał odszukać Virgo, następnie Nivette (i zwrócić jej monety, bez względu na to, czy ex bogini by tego chciała), a nawet zaginione Gwiazdy, zgodnie z tym, co sugerowały mu obrazy Karelli Tavale i wizja z wiszących ogrodów Vivane.

Shana, chociaż bardzo chciałaby pomóc Virgo, uznała, że zajmie to zbyt wiele czasu, gdy tymczasem w naszym świecie na pomoc czekają jej siostra Ilys (wszyscy obiecaliśmy Fenri, że spróbujemy ją uratować!) oraz ukochany pan Svergsson. Do tego Delli już od ponad roku nie widziała matki, a to tylko najpilniejsze ze spraw. I przecież zignorowanie Pożogi to jednocześnie zignorowanie naszej towarzyszki Ive. Tak więc Shana mogła porzucić albo Virgo, albo pozostałe bliskie jej osoby...

Wojowniczka przypomniała również, że w tej rzeczywistości jesteśmy obcy i nie powinniśmy się mieszać w tutejsze sprawy, zaś sama nasza obecność może wiele zmienić. No i zgodnie ze słowami Pożogi większość bram już została zamknięta, a wkrótce to samo stanie się z pozostałymi i w ogóle nie będziemy mogli wrócić.

Wietrzniakowi było w zasadzie wszystko jedno, czy wrócimy, czy zostaniemy.

Poszliśmy spać, dając sobie czas do rana na podjęcie ostatecznej decyzji - jeżeli chcieliśmy skorzystać z propozycji Pożogi, musieliśmy działać szybko. Obliczyliśmy, że przy odrobinie szczęścia powinniśmy zdążyć na Wyspy Popiołu w wyznaczonym terminie, ale każdy dzień zwłoki zmniejszał nasze szanse.

Decyzja brzmiała: wracamy. Oczywiście nikt z nas ani trochę nie ufał Pożodze, lecz postanowiliśmy zaryzykować.

Poinformowaliśmy pana Vordosti o zmianie planów i jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Vrontok, gdzie dowiedzieliśmy się, że najbliższy statek do Travaru odlatuje pojutrze. Tam okazało się, że na transport do Urupy również będziemy czekać tylko jeden dzień. Póki co szczęście nam sprzyjało.

Musieliśmy jeszcze postanowić, co zrobimy z Leo, Isabellą i Sahanem. Demonka odesłaliśmy do Szkarłatnej Wiedźmy. Pozostałej dwójce Xyko pozwolił zdecydować i obydwoje uparli się, by pójść z nim, nawet jeśli w obcym wymiarze ich Wzorce rozpadną się i czeka ich śmierć.

To kwestia przeznaczenia – skwitowała Isabella.

Nie mogliśmy zagwarantować, że zdołamy ich ochronić, ale dziewczyna powiedziała, że wolą pójść z Xyko, niż zostać tutaj.

To rozpętało nową dyskusję, gdyż Shana nie chciała się zgodzić na zabranie obcych do naszego świata. Tak samo jak my stanowimy zagrożenie dla tej rzeczywistości, tak oni mogli zaburzyć naszą. Ostatecznie stanęło jednak na tym, że pójdą, o ile Pożoga zechce ich zabrać.

Krótki pobyt w Travarze oraz lot do Urupy upłynęły bez problemów. Wiedzieliśmy, że zawdzięczamy to Navi, córce Gubernator, która zadbała o unieszkodliwienie czyhających na nas wysłanników Nivette.

Samej bogini nie było w Urupie, mimo wszystko w mieście znajdującym się pod jej kontrolą nie czuliśmy się zbyt pewnie. Prosto ze statku powietrznego poszliśmy do portu morskiego, by znaleźć transport na Wyspy Popiołu. Po drodze mieliśmy wrażenie, że każdy nam się przygląda, tym bardziej, że wiele osób nosiło symbole Nivette.

Szczęście nas jednak nie opuszczało. W porcie szybko dostrzegliśmy Białą Mewę, którą poprzednio dotarliśmy na Wyspy Popiołu i którą niedawno popłynęła Ive. Statek dopiero tego dnia przybił do portu i załoga miała przed sobą wizję dłuższego odpoczynku, ale za cenę o 25% wyższą od standardowej kapitan zgodził się wypłynąć nazajutrz rano.

W nocy kiepsko spaliśmy, bojąc się, że stronnicy Nivette wpadli na nasz trop. Jeszcze gorzej miała się Isabella. Xyko zauważył, że już od dnia jego spotkania z Hauserem dziewczyna spała bardzo niespokojnie, tym gorzej, im bliżej Urupy się znajdowaliśmy. A dzisiejszej nocy na jej ciele wykwitły magiczne symbole jarzące się czerwienią, blokowane przez znajdujące się na wierzchu czarne znaki (zapewne klątwę, do której Isabella niedawno się przyznała, aczkolwiek nie zdradziła niczego na jej temat). Czerwona magia próbowała się wyrwać, a widoczne w astralu czerwone linie mocy rozchodziły się po całym pomieszczeniu, sięgając do pokojów Shany i Oriana. Wietrzniakowi wydawało się, że to jakiegoś rodzaju magia ochronna będąca naturalną, wrodzoną mocą Isabelli. Że tworzy wokół nas sferę zakłócającą odbiór i nie pozwalającą nas odnaleźć.

Xyko skorzystał z łączącej go z dziewczyną Empatii i wyczuł jej niepokój, obawę, ale i zdecydowanie. Poczuł też, że jest z nim w jakiś sposób związana.

Następnego dnia, gdy tylko załoga przygotowała statek do rejsu, wypłynęliśmy z portu, przez nikogo nie zatrzymywani i nie ścigani. Wiatry niezbyt nam sprzyjały i podróż zajęła więcej czasu niż ostatnio, ale i tak dotarliśmy na Wyspy Popiołu z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Główna wyspa wyglądała inaczej niż poprzednio, dolina stanowiąca większość wyspy została zalana lawą, a duża część elfiej fortecy uległa zniszczeniu. Było bardzo gorąco, czuliśmy też dziwne miarowe wibrowanie.

Gdy ruszyliśmy w kierunku wulkanu, pojawiła się przed nami Pożoga. Spod pokrywającej ją ciemnej skorupy przebijał ogień, a ciągnące się od niej łańcuchy wnikały w ziemię. Potrzebowała jeszcze pięciu dni na dokończenie bramy i poleciła nam zaczekać tutaj lub w ruinach fortecy - bliżej wulkanu moc by nas zniszczyła.

Zamierzała przenieść nas na Wyspy Popiołu w naszym świecie. Jest to miejsce, które zna i jest tam wulkan, zatem będzie miała dostęp do mocy. Wydostanie się z wyspy to według niej nie problem.

Ostrzegła, że Nivette nas szuka i chce nas zmiażdżyć. Będzie ciężko. Ale ona, Pożoga, jest silna, a Isabella również pomoże.

Dziewczyna jednak słabła z każdym dniem. Podczas rejsu eliksiry trochę jej pomagały, ale gdy znaleźliśmy się na wyspie, nic już nie działało. Teraz gołym okiem, bez patrzenia w astral, widać było czarną sieć przykrywającą czerwone symbole, których magia mimo to wypływała z Isabelli i wnikała w ziemię.

Piątego dnia po południu Isabella zemdlała, zaś koło nas ponownie pojawiła się Pożoga. Powiedziała, że musimy się spieszyć – Nivette jest wprost nad nami i to nie sama. Czekają jeszcze tylko na Ashigarę, która rozbije ochronną kopułę, którą Pożoga otoczyła wyspę.

Shana, Orian, Isabella i Sahan zostali owinięci łańcuchami, ciepłymi i wibrującymi mocą. Xyko leciał o własnych siłach. Szkliwo pozostałe po wybuchu wulkanu rozstąpiło się przed nami i zaczęliśmy schodzić w głąb ziemi.

W pewnym momencie poczuliśmy ogłuszające uderzenie fali mocy, niektórzy potracili przytomność. Pożoga jakby ugięła się pod ciężarem, ale tylko przyspieszyła.

W końcu dotarliśmy do centrum wulkanu. Było gorąco, ale mogliśmy normalnie oddychać. Moc skupiała się w figurze magicznej, zaś daleko w górze widzieliśmy szykującą się do ataku Ashigarę. Pożoga tupnęła, wokół nas podniosły się ściany płomieni, a z góry dobiegł jakiś trzask. Zapadliśmy się w morze ognia, które choć gorące, nie parzyło nas.

Spadaliśmy z ogromną prędkością, trudno powiedzieć, jak długo to trwało, ale nagle wylądowaliśmy.

Było zimno, a z szarego burzowego nieba sypał śnieg. Przez dłuższą chwilę dochodziliśmy do siebie, jednocześnie próbując rozeznać się w sytuacji. Znajdowaliśmy się we wnętrzu ogromnego krateru, wokół nas rozciągał się wytopiony w śniegu okrąg, pod sobą mieliśmy twardy bazalt.

Młodzi byli nieprzytomni, Kulka radośnie biegała po śniegu, zaś Ive – na pierwszy rzut oka zwykły pluszak – leżała nieruchomo z wyciągniętymi w górę kopytkami.

Ale na szczęście byliśmy w komplecie...

CDN

27 Gahmila - 1564 r. w świecie gry

(sesja 16-07-2016)

Pozdrawiam, Owca






sobota, 06 sierpnia 2016, iridal
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: